środa, 24 kwietnia 2013

6. ''Będę ci to udowadniał całe życie...''

   Samolot... W sumie to lecę drugi raz w moim życiu. Tylko, że jak leciałam pierwszy raz to trwało to góra dwie godziny... Teraz potrwa to nawet 9 godzin, albo dłużej... Na szczęście przez to, że Harry przyspieszył wylot będziemy mieli przesiadkę. Będziemy mieli godzinkę na wyprostowanie nóg.
   Zanim wyjechaliśmy na lotnisko z mojego domu w sumie nic takiego się nie działo. Chociaż wydaje mi się, że jak poszłam wziąć odświeżający prysznic przed podróżą to Hazza rozmawiał z moją mamą... Trochę mnie to niepokoi, ale bardziej ze względu na ciekawość niż może na to, że się nie polubili, czy coś.
  Na lotnisku odprawa poszła szybko. Harry doskonale wiedział gdzie iść mimo, że ja byłam trochę pogubiona.
  Już prawie zapomniałam o tej akcji z fankami... Niby nic takiego się nie stało, ale będę musiała się do tego widocznie przyzwyczaić. W sumie to mnie zignorowały jakby mnie tam nie było. Jak dla mnie do dobrze, nie chcę się lansować tym związkiem.
   Lecimy dopiero jakąś godzinę. Przed nami jeszcze daleka droga.
   Przez ten cały czas Styles nie odezwał się do mnie ani razu nie licząc na przykład tego, że się pytał czy mi wygodnie. W sumie to nie jest mi wygodnie... Nie mówię tu o siedzeniu, bo lecimy pierwszą klasą, ale o tym, że biję się ze swoimi myślami. Staram się wszystko sobie poukładać w głowie, ale nie mogę. Może to cudowne miejsce ukoi moje myśli....
   Harry złapał mnie za rękę. Przeniosłam mój wzrok wpatrzony w przestrzeń na niego. Jak zwykle był uśmiechnięty, co sprawiło, że na mojej twarzy też się wymalował uśmiech.
- Spójrz przez okno. - wskazał palcem na szybę koło niego do której dostęp mogłam uzyskać wyłącznie maksymalnie się do niego zbliżając.
- A co w tym widoku takiego niezwykłego? - udałam, że mnie to nie interesuje, choć ten widok zawsze zapychał mi dech w piersiach.
- Po prostu wyjrzyj. 
   Stwierdziłam, że musi być to naprawdę ciekawe skoro tak mnie do tego przekonuje.
   Właśnie zachodziło słońce. Biel chmur w dole mieszała się z pomarańczem słońca i błękitem nieba nad nami. Kolory się mieszały i powstawały różnego rodzaju szarości, czerwienie, pomarańcze, róże, fiolety i błękity... 
   To co zwykle mnie zdumiewało zdumiało mnie jeszcze bardziej.
   Z mojego zachwytu wyrwał mnie delikatny pocałunek w lewy policzek, do którego Harry miał najlepszy dostęp dzięki temu, że wyglądałam przez okno.
   Zwróciłam wzrok w stronę loczka przenosząc powoli moje spojrzenie z jego ust na oczy.
   Cofnęłam się. Usiadłam na swoim miejscu i spuściłam wzrok na ziemię. Czułam, że jego wzrok jest we mnie utkwiony. Słyszałam tylko nasze oddechy. To co wydawało się na początku bardzo proste stało się niezwykle trudne i zdumiewające.
- Adrianne... - powiedział cicho pół pytająco, pół twierdząco. 
   Wziął moją rękę i przeplótł nasze palce. Mój wzrok nadal był utkwiony w ziemię.
   Złapał mój podbródek przenosząc głowę w jego stronę, lecz nie od razu na niego spojrzałam. Gdy już patrzyłam w jego oczy postanowiłam się odezwać.
- Tak, Harry?
   Nie odpowiadał, ale wciąż patrzył mi w oczy... Chciał coś powiedzieć, ale się wstrzymał. Dopiero gdy wziął większy wdech się odezwał.
- Przepraszam. - wypuścił całe powietrze i utkwił swój wzrok w moje usta.
- Patrz mi w oczy. - przeniósł wzrok tak jak mu kazałam - Musisz mi udowodnić, że mnie naprawdę kochasz, a nie że jestem jedną z twoich zachcianek.
- Czy na zachcianki bym tyle wydawał? - zabrał rękę z mojego podbrudka.
- Po pierwsze mieliśmy nie rozmawiać o pieniądzach, sam to powiedziałeś. Po drugie skoro już o tym wspomniałeś to właśnie na zachcianki wydaje się najwięcej, ale ja nie o tym...
- Więc o czym. - Zapytał marszcząc czoło.
- Nie wiem czy kierujesz się sercem i rozumem, czy może jakimś innym instynktem. - Zmierzyłam go wzrokiem.
- Ha ha. Innym instynktem? - wyraźnie go to rozśmieszyło.
- Jeżeli nie pamiętasz to już kiedy się poznaliśmy próbowałeś ''to'' ze mną zrobić... -przypomniałam mu.
- A jeżeli ty nie pamiętasz to rzuciłem dla ciebie dziewczynę - próbował się odgryźć.
- Nic dziwnego skoro mnie śledziłeś, że postanowiłeś, że fajnie byłoby mnie ''mieć''. - z naszej rozmowy zaczęły lecieć iskry.
- Jak długo mi będziesz to wypominać?!
- Nie wiem. Może do czasu jak się z tym oswoję?!
- Nie jesteś moją zachcianką. Pamiętaj to! Może i te zdjęcia były zachciankami... Ale ty nie! rozumiesz?!
- Ale czy to nie ja byłam na nich?
   Harry wyciszył i obniżył ton swojego głosu.
- Kocham cię. Jeżeli te słowa cię nie przekonują będę cię do nich przekonywał całe moje życie.
   Nie odpowiedziałam, cały czas patrzyłam mu w oczy. Jego głos jest taki, taki... Podniecający? Tak podniecający. Niski, gruby, przyjemy dla uszu.. Trochę się rozmarzyłam. Atmosfera zrobiła się trochę przyjemniejsza po jego słowach... Cóż jestem kłótliwa więc pewnie większość kłótni będzie przeze mnie.
   Westchnęłam tylko i oparłam głowę o jego ramię. On mnie przytulił, a zapadając zmrok i gładzący moje włosy Harry sprawiły, że usnęłam.

- Wstawaj. Mamy przesiadkę. - powiedział przyjemny głos i poczułam pocałunek w czoło.
- Jak długo spałam? - powiedziałam ledwo przytomna przecierając oczy.
- Dziewięć godzin...
- To gdzie my mamy tą przesiadkę?! - nagle oprzytomniałam zdziwiona.
- Na Thaiti. - Loczek szeroko się uśmiechnął.
- To nie prościej było od razu na Bora bora dolecieć?
- Nie ma bezpośrednich lotów, poza tym mam tu dla ciebie niespodziankę. 
   Harry skradł mi z ust całusa, wstał i podał mi rękę, abym się podniosła. 
   Zebrałam wszystkie swoje rzeczy i wyszliśmy z samolotu.



Muszę przyznać, że szybko mi poszło z tym rozdziałem ^^. Czekacie na siódmą część?



2 komentarze: