''Adrianne... Ale dlaczego akurat takie imię?'' Dziewczyna zastanawiała się czasami, a myślała po polsku, mimo że mieszka w Anglii i to w samym centrum Londynu... Trafiła tam przez chorą babcię...
Babcia była w połowie angielką i postanowiła, że właśnie w tym kraju będzie mieszkać. Może i lepiej, że nie wybrała Polski.. Ale wracając, gdy babcia zachorowała Ada - bo tak nazywana była w domu - przyjechała z rodzicami do tego że kraju.. Mamy rodzice umarli już jakiś czas temu, więc nic praktycznie nie trzymało ich w ojczyźnie.
Niestety babcia też umarła... Ale zostawiła swojej ukochanej wnuczce wszystko co miała, a miała nie mało... Adrianne odziedziczyła apartament i biżuterię babci.. Właściwie to wszystko po niej odziedziczyła...
Właśnie we wcześniej wspomnianym apartamencie wszystko się zacznie... Wszystko to co zmieniło jej świat...
A oto prolog... Mam nadzieję, że to opowiadanie wam się spodoba... Pisze je z myślą o każdej Directionerce, ale również sama bardzo się wczuwam :).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz