sobota, 18 maja 2013

8. Co przyniesie jutro?

   Harold prowadził mnie... Właśnie o to chodzi, że nie wiem gdzie!
- Przepraszam, ale gdzie ty mnie prowadzisz i gdzie nasze walizki?
- Do miejsca, w którym będziemy mieszkać, a o walizki się nie martw. - Ściągając lekko z nosa okulary puścił mi oczko.
- Dobra... ale ja tu nie widzę żadnego hotelu... - Wymachiwałam rękami.
- Spokojnie! - Zaśmiał się. - Bo nie będziemy mieszkać w hotelu...
- To gdzie?
   Wyszliśmy ze ścieżki otoczonej drzewami na plażę. Teraz nasza ścieżka prowadziła w stronę długiego pomostu na końcu, którego była mała chatka przypominająca te które sobie wymarzyłam tu lecąc, ale nie widziałam wcześniej, żeby je budowano pojedynczo...
   Idąc już pomostem domyśliłam się jaki plan ma Hazza...
- I jak ci się podoba? - zapytał obejmując mnie w pasie.
- Zwariowałeś. - Powiedziałam oszołomiona.
- Spełniam twoje marzenia. - Przybliżył usta do mojej szyi lekko ją muskając.
- Możemy wejść do środka?
- Oczywiście. - Otworzył przede mną drzwi wymachując rękami wskazując mi wejście.
   W środku ujrzałam salon z wielkim oknem, z którego z którego widzieliśmy daleko rozciągający się ocean.   Salon połączony był z kuchnią, która nie byłą wielka, ale było w niej chyba wszystko co potrzebne. Oprócz wejściowych drzwi były jeszcze jedne. Harry na nie wskazał i poszliśmy w ich stronę. Po otwarciu ich ujrzałam dwa duże łóżka. To dobrze, że Hazza nie wyobraża sobie zbyt dużo, bo nie ma co. W sypialni były kolejne drzwi. Ruszyłam w ich stronę, ale odwróciłam głowę w stronę Sytyles'a czekając na potwierdzenie. Kiwnął głową na tak przygryzając dolną wargę. 
   W łazience (bo byłą to łazienka) była wielka wanna, a raczej jakuzzi, ogromne lustro, umywalka (również bardzo duża) i oczywiście toaleta. Usiadłam na wannie patrząc w nią rozmarzona...
- Co o tym myślisz? - Wyrwał mnie z rozmarzenia oparty o futrynę gwiazdor.Zmierzyłam go wzrokiem. Był ubrany w błękitną koszulę w kratkę, czarne obcisłe rurki i białe convers.
- Cóż... ja wiem... - Skrzywiłam się. (Oczywiście na niby)
- Wiedziałem, że mogłem wziąć większy. - Zacisnął dłoń w pięść.
- Żartowałam. - Zaśmiałam się, podeszłam do niego i dotknęłam jego lewego ramienia. - Nie mogłam sobie wymarzyć cudowniejszego miejsca. - Patrzyłam w jego niezmierzenie głębokie oczy. Zbliżył się do mnie jak do pocałunku. Zamknęłam już oczy, ale on przerwał.
- A o czym tak rozmawiałaś z Zaynem? - Otworzyłam oczy.
- Hmm.. Zaprzyjaźniliśmy się. - Uniosłam lekko lewy kącik moich ust.
- Nie żartuj. - Zaśmiał się. - Nawet ze mną się tak nie kłócisz. - Szeroko się uśmiechnął. Uderzyłam lekko pięścią w jego tors.
- Cóż... Zaczęło się na kłótni, skończyło na... Przyjaźni.
- Cieszę się. - Objął mnie swoimi ogromnymi, długimi ramionami. - Chcę, żeby moi przyjaciele byli twoimi przyjaciółmi. - Złożył całus na mojej głowie.
   Odsunął mnie od siebie.
- Co powiesz na to, że dzisiaj odpoczniemy, a jutro przejdziemy się na plażę, spotkamy się z chłopaki, a wieczorem zrobię ci niespodziankę? - Wyliczał na palcach.
- Wszystko mi pasuje, ale bez niespodzianki. Mam dosyć niespodzianek. - Skrzywiłam się.
- A więc zdradzę ci, że niespodzianką miała być romantyczna kolacja. - Uśmiechnął się pytając, czy się zgadzam. Przytaknęłam.
- To teraz ty stąd wyjdź. - Uśmiechnęłam się figlarnie, popychając go. - A ja się wykąpię. - Przygryzłam dolną wargę.
- Jak sobie życzysz. - Ukłonił się i zamkną drzwi do łazienki.
   Wzięłam bardzo długą kąpiel jak na mnie.
   Gdy wyszłam czekała na mnie kolacja. Spaghetti. Kocham je. Jak się okazało Harry sam je zrobił. Było pyszne. Po kolacji trochę posiedzieliśmy i poszliśmy spać.
   Dzień był męczący. Na szczęście szybko zleciał. Czekam na jutro.


Ten rozdział jest dość krótki, ale szykujcie się na kolejne, bo będzie się działo ;) .